Wanda Dejnarowicz od pięciu lat jest dyrektorem schroniska
dla zwierząt na Paluchu. Za czasów jej „rządów”przeszło ono ogromną metamorfozę: z zaniedbanego miejsca stało się nowoczesną placówką, która na dodatek może pochwalić
się świetnymi wynikami, jeśli chodzi o znajdowanie nowych domów swoim podopiecznym. Pani dyrektor opowiada nam
o swojej pracy, potrzebach schroniska oraz pomocy, jaką otrzymała od Dom Development.
Skąd pomysł, żeby zwrócić się do Dom Development z prośbą o pomoc?
W tym przypadku nie musieliśmy prosić. Firma sama się do nas zgłosiła i z wielką przyjemnością podarowała nam pieniądze. Oczywiście musiałam powiedzieć, na co je wydamy. Chcieliśmy je przeznaczyć na coś trwałego i widocznego, wiadomo że jedzenie jest jednostką budżetową więc powinno je zapewnić miasto.
Na co więc przeznaczono otrzymaną sumę?
Schronisko było wtedy modernizowane i na pewne rzeczy niestety nie starczyło pieniędzy. Darowizna od Dom Development pojawiła się więc w odpowiednim momencie. Postanowiłam zatem obudować rowy retencyjne, zabezpieczyliśmy szpitalne boksy w taki sposób, by zwierzęta nie gryzły się nawzajem, zamocowaliśmy dodatkowo przęsło. Na to wydaliśmy większość z otrzymanej kwoty. Pozostała część została wykorzystana na zabiegi lekarsko-weterynaryjne, które musiały być wykonane poza schroniskiem. Nie mogliśmy ich przeprowadzić u siebie, ponieważ w 2006 roku schronisko było jednym wielkim terenem budowy. A jednocześnie w tym właśnie roku mieliśmy pod swoją opieką prawie 500 zwierząt więcej niż rok wcześniej – z tego m.in. powodu liczba zabiegów była odpowiednio większa.
Czy modernizacja już została zakończona?
Tak, chociaż w ramach rękojmi są na bieżąco poprawiane jakieś detale. Jednak mimo zmodernizowania placówki wciąż borykamy się z odwiecznym problemem, czyli niewystarczającą ilością miejsca. Trzeba wiedzieć, że teren, na którym mieści się schronisko, należy do Miasta Stołecznego Warszawy. Jego powierzchnia to hektar, czyli może zmieścić się tu 700 zwierząt, podczas gdy pod naszą opieką przebywa obecnie 2140 psów. Jak łatwo zauważyć, teren jest zbyt mały. Na szczęście dzięki uprzejmości portów lotniczych, które użyczyły nam 3 hektary swoich terenów, zwierzaki zyskały trochę przestrzeni. Tam przenieśliśmy stare boksy. Niestety tylko 700 zwierząt mieszka w zmodernizowanej części, wszystkie budynki na terenie schroniska są przystosowane do obsługi tej liczby podopiecznych. Naszą podstawową zasadą jest jednak to, że nie usypiamy zwierząt. Na szczęście mamy prawie 80 proc. adopcji i to nas w pewien sposób ratuje. Jak już wspominałam, nie chodzi tutaj nawet o brak jedzenia, bo na nie pieniądze zawsze muszą się znaleźć. Natomiast największym problemem jest zapewnienie każdemu zwierzęciu bezpiecznego miejsca i możliwość wykonania wszystkich niezbędnych zabiegów. W ciągu roku przewija się u nas około 5000 zwierząt – to ogromna liczba. Każde z przyjętych zwierząt wymaga wiele pracy: trzeba je zaszczepić, zaczipować, zająć się profilaktyką i bardzo często leczeniem. Psy socjalizujemy, nazywamy po imieniu. Często dochodzi do tego prowadzenie spraw na policji, np. wtedy gdy ten sam pies trafia do nas po raz drugi. W schronisku pracuje około 50 osób. Współpracujemy także z wolontariuszami, którzy zajmują się przede wszystkim wyprowadzaniem psów na spacery. Jest to trudna praca – zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Nie każdy się do niej nadaje, ale każdy, kto tutaj pracuje, musi szanować i kochać zwierzęta. Wtedy praca przynosi naprawdę dużo satysfakcji. Szczególnie gdy pies trafia do nas bardzo chory, a do adopcji idzie całkiem zdrowy.
Liczba adopcji rzeczywiście robi wrażenie. W jaki sposób udaje się ją osiągnąć?
Jak już wspominałam, jest to efekt pracy naprawdę wielu osób. Dodatkową satysfakcję przynosi nam to, że ludzie biorą od nas nawet kilkunastoletnie psy. Stawiamy jednak na jakość, bo właściwa adopcja to pewność, że zwierzę do nas nie wróci. W miarę możliwości staramy się przeprowadzić „wywiad środowiskowy”, sprawdzamy, do kogo trafiają nasze zwierzęta. Nie możemy pozwolić, by stała im się jakaś krzywda, a niestety zdarzają się różne intencje. Trzeba pamiętać, że adopcja zwierzęcia to obowiązek, czasem na kilkanaście lat. Nie jest tak, że ktoś przychodzi i tak po prostu bierze sobie zwierzę. Każdy podpisuje z nami umowę.
Proszę powiedzieć, czy darczyńcy: ludzie, instytucje i firmy chętnie pomagają?
Jesteśmy jednostką budżetową Miasta Stołecznego Warszawy i dostajemy pieniądze z budżetu miasta. Ale jak wiadomo, zawsze są jakieś potrzeby, niektórych nie jesteśmy w stanie przewidzieć. I wtedy prosimy, szukamy instytucji, które mogłyby nas wesprzeć. Natomiast dużo osób wpłaca do nas pieniądze na konto, najczęściej ci darczyńcy chcą pozostać anonimowi. Pozyskujemy także środki z adopcji – osoby adoptujące zwierzę wpłacają na rzecz schroniska darowiznę. Przez rok z tych drobnych sum udaje się uzbierać około 200 tysięcy złotych. Dla nas bardzo cenni są emeryci, którzy mimo swoich małych emerytur, regularnie co miesiąc wpłacają po 10 złotych. Trzeba pamiętać, że oprócz kosztu finansowego cała operacja wymaga od nich sporo wysiłku: muszą pójść na pocztę, wypełnić przelew, czekać w kolejce... Zdarzają się też całkiem niesamowicie wzruszające historie, np. pewna pani przez dwa tygodnie szukała swojego pupila, a kiedy w końcu go znalazła... przekazała nam całą swoją pensję, mimo że nie miała potem prawdopodobnie za co żyć. Gdy nie chcieliśmy przyjąć od niej pieniędzy, powiedziała, że znalezienie psa jest dla niej ważniejsze niż wszystko inne. Zresztą było to doskonale widać podczas ich spotkania. Oczywiście duże darowizny, takie jak w przypadku Dom Development, mają zupełnie inny wymiar: umożliwiają konkretne działania, większe inwestycje.
Czego w chwili obecnej najbardziej potrzebuje schronisko?
Najważniejsze jest miejsce. Będziemy się starać, by przedłużyć umowę z portami lotniczymi. Następnie potrzebne są pieniądze, ponieważ na niewykorzystanych jeszcze terenach trzeba stawiać boksy. Ale przede wszystkim chodzi nam o to, żeby ludzie zaczęli myśleć, stali się odpowiedzialni, bo tylko dzięki temu zwierzęta przestaną do nas trafiać. To jest nasze największe marzenie. Jeśli będzie trafiało do nas mniej zwierząt, to te, które już tutaj są, będą żyły w bardziej komfortowych warunkach.
I tego właśnie Państwu i schronisku życzę. Dziękuję za rozmowę.